Nie wiem czy wszyscy są świadomi, a być powinni, że wkraczamy w nową erę.
Od jakiegoś już czasu wszystko musi być 3d. Najbardziej odczuwamy to w kinach, ale 3d są gry, telewizory, a nawet… playboy i japońskie porno!

Swoją drogą bawi mnie to bardzo, bo do gazety dołączane są śmieszne, kartonowe okulary, a całość kojarzy mi się z komiksami spod znaku Kaczora Donalda, jakie, za młodych czasów, zachwycały nas magią trzeciego wymiaru.
Ale co by o tym nie myśleć, z Empikowych półek lipcowe wydanie (to 3d) zniknęło szybko i całkowicie. Nieważne co robicie, jeśli chcecie zarobić, róbcie to w 3d.
W najbliższym czasie spodziewajmy się więc nawałnicy bzdetów 3d, spośród których z trudem wyłowimy coś wartościowego.

Ale najbardziej martwi mnie kino. Bilety na 3d są droższe. Dlaczego? Może trzeba zapłacić kolesiowi, który rozdaje okulary, a może sama inwestycja na okulary jeszcze się nie zwróciła. Ale co ja mówię?! Są droższe, bo ludzie chcą oglądać 3d i zapłacą te 5zł więcej.
A za co? Osobiście jestem okularnikiem i by cieszyć się obrazem 3d, muszę założyć soczewki, które nie zawsze bywają super komfortowe, a po dwóch godzinach w magicznych okularach nabawiam się bólu głowy.
Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że filmy 3d, póki co, same się bronią i same na siebie zarabiają. Bez wyższej ceny kino zarobiłoby na nich i tak górę złota. A tak zarabia dwie.
Z początku byłem bardzo zrażony, bo pierwszy film 3d jaki widziałem, to Starcie Tytanów, którego przestrzenna wersja była porażką. Dobitnie widać było, że film kręcony był tradycyjnymi metodami, ale po sukcesie Avatara, postanowiono przerobić go na 3d. Wyszła cienizna jak z książeczki dla małych dzieci. Płaskie postaci wybijały się przed płaskie tło.
Ale już Shrek Forever (after) zrobił większe wrażenie. Animacja jednak ma, chyba, większy potencjał 3d. Powiem nawet, że w pewnym momencie film na tyle oszukał mój mózg, że odczuwałem to charakterystyczne swędzenie żołądka, które odczuwamy będąc na dużej wysokości, albo spadając. Nieźle.

Ale to wszystko ceną mocno średniego filmu (czyżby poza 3d nie starczyło pieniędzy na nic innego?) i poseansowego bólu głowy. Czy warto?
I kolejna sprawa, która bardzo mnie martwi. Powoli przestajemy mieć szansę wybierać, czy dany film chcemy obejrzeć w 3d, czy 2d. Czy to nie wbrew konstytucji?!
I pomyśleć, że tyle zamieszania przez jeden, głupi film o niebieskich ludzikach.
P.S. Ale kij z 3d, w polskich kurortach nadmorskich można zakosztować jeszcze lepszych wrażań w kabinach, reklamujących się jako 5d!