nr 114. Manchester callin’

| July 22nd, 2010

Jutro odlatuję do Manchesteru, więc spodziewajcie się dłuższej przerwy, choć postaram się coś napisać z Wysp.

Ale z tej okazji drobna rada.

Jeśli zamierzacie lecieć samolotem wyposażeni w miny, zestaw narzędzi do naprawy samochodu, trutkę na szczury, zainfekowaną krew, strzelające zabawki bożonarodzeniowe (?), katapultę, noże rytualne, laskę z ukrytą wewnątrz szpadą, pałkę policyjną, wiosło do kajaku, deskorolkę (oznaczone jako narzędzia tępe), wędki (również narzędzie tępe) lub też (uwaga! najlepsze!) wyposażenie wykorzystywane do sztuk walki, np. (…) tyczki do ryżu – odpuście sobie. Nie zostaniecie wpuszczeni do samolotu.

Jestem w stanie wyobrazić sobie gościa z wędką na lotnisku, ale z wiosłem do kajaku, zainfekowaną krwią, to już gorzej, a co dopiero z katapultą, albo samuraja uzbrojonego w tyczki do ryżu!

Tak czy inaczej, życzcie mi pełnych odpoczynku wakacji, bo właśnie takich życzę wam.

nr 113. 3d

| July 20th, 2010

Nie wiem czy wszyscy są świadomi, a być powinni, że wkraczamy w nową erę.

Od jakiegoś już czasu wszystko musi być 3d. Najbardziej odczuwamy to w kinach, ale 3d są gry, telewizory, a nawet… playboy i japońskie porno!

Swoją drogą bawi mnie to bardzo, bo do gazety dołączane są śmieszne, kartonowe okulary, a całość kojarzy mi się z komiksami spod znaku Kaczora Donalda, jakie, za młodych czasów, zachwycały nas magią trzeciego wymiaru.

Ale co by o tym nie myśleć, z Empikowych półek lipcowe wydanie (to 3d) zniknęło szybko i całkowicie. Nieważne co robicie, jeśli chcecie zarobić, róbcie to w 3d.

W najbliższym czasie spodziewajmy się więc nawałnicy bzdetów 3d, spośród których z trudem wyłowimy coś wartościowego.

Ale najbardziej martwi mnie kino. Bilety na 3d są droższe. Dlaczego? Może trzeba zapłacić kolesiowi, który rozdaje okulary, a może sama inwestycja na okulary jeszcze się nie zwróciła. Ale co ja mówię?! Są droższe, bo ludzie chcą oglądać 3d i zapłacą te 5zł więcej.

A za co? Osobiście jestem okularnikiem i by cieszyć się obrazem 3d, muszę założyć soczewki, które nie zawsze bywają super komfortowe, a po dwóch godzinach w magicznych okularach nabawiam się bólu głowy.

Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że filmy 3d, póki co, same się bronią i same na siebie zarabiają. Bez wyższej ceny kino zarobiłoby na nich i tak górę złota. A tak zarabia dwie.

Z początku byłem bardzo zrażony, bo pierwszy film 3d jaki widziałem, to Starcie Tytanów, którego przestrzenna wersja była porażką. Dobitnie widać było, że film kręcony był tradycyjnymi metodami, ale po sukcesie Avatara, postanowiono przerobić go na 3d. Wyszła cienizna jak z książeczki dla małych dzieci. Płaskie postaci wybijały się przed płaskie tło.

Ale już Shrek Forever (after) zrobił większe wrażenie. Animacja jednak ma, chyba, większy potencjał 3d. Powiem nawet, że w pewnym momencie film na tyle oszukał mój mózg, że odczuwałem to charakterystyczne swędzenie żołądka, które odczuwamy będąc na dużej wysokości, albo spadając. Nieźle.

Ale to wszystko ceną mocno średniego filmu (czyżby poza 3d nie starczyło pieniędzy na nic innego?) i poseansowego bólu głowy. Czy warto?

I kolejna sprawa, która bardzo mnie martwi. Powoli przestajemy mieć szansę wybierać, czy dany film chcemy obejrzeć w 3d, czy 2d. Czy to nie wbrew konstytucji?!

I pomyśleć, że tyle zamieszania przez jeden, głupi film o niebieskich ludzikach.

P.S. Ale kij z 3d, w polskich kurortach nadmorskich można zakosztować jeszcze lepszych wrażań w kabinach, reklamujących się jako 5d!

nr 112. krew z… nosa

| July 20th, 2010

Tak się zdarzyło, że dużo ostatnio podróżowałem samochodem (pozdrowienia dla szefa z knajpy w czeskich Bartosovicach), a to okazja do posłuchania radia. Od dawna nie słucham żadnej stacji regularnie, nawet sporadycznie już mi się nie zdarza. Więc zechciałem sobie wyrobić zdanie na ten temat.

I co?

Jedyne co pamiętam to powtarzające się w kółko jednego dnia piosenki i nawałnicę reklam.

A z tych reklam to zdaje się, że tylko samochodów, sieci komórkowych i leków. Tych ostatnich najwięcej. Nie wiem, czy to pora roku, czy co, lecz radio nawala co chwila masą wszelakich specyfików na zapalenie dróg moczowych, nudności, hemoroidy, grzybicę, łamiące się paznokcie, pękające kości, oparzenia, krwawiące dziąsła, wypadające zęby, pryszcze i srakę.

Do cholery, czy Polacy naprawdę są aż tak zawrzodzeni i obrzydliwi? I czy radio nie powinno umilać nam czasu, zamiast podsuwać na myśl zagrzybione stopy albo zakrwawione zęby w umywalce?

Zewsząd jesteśmy atakowani absolutnym brakiem wrażliwości i estetyki. Jak na basenie nabawię się grzybicy, to idę do apteki po radę i lekarstwo, a nie włączam radio. Ciary po plecach!

A telewizja nie jest lepsza. Nic dziwnego, że ta pani ma problem z biegunką. Fajdanie na fotel przez spodnie nie jest najlepszą metodą na pozbycie się tej dolegliwości…

nr 111. Ty

| July 17th, 2010

Jesteście za wspieraniem młodych artystów? Kto nie jest…

A nadarzyła się ku temu piękna okazja. Bo dziś reklamujemy książkę dobrze mi znanego młodego artysty, którą serdecznie wam polecam, choć sam czytałem (jeszcze) jedynie fragmenty. Dlatego posłużę się stroną wydawcy (www.wforma.eu) by przybliżyć wam tematykę książki oraz samego autora, bo o własnym bracie trudno pisać w tym charakterystycznym, tylnookładkowym stylu. A więc, panie i panowie, jak pisze Wydawnictwo FORMA

Paweł Jakubowski

(ur. w 1984 w Szczytnie k. Olsztyna) – prozaik. Mieszka w Szczecinie. Członek-założyciel stowarzyszenia 40i4, zajmującego się szeroko pojętą fantastyką. Wydał powieść Ty (FORMA 2010).

okładka

Ty Pawła Jakubowskiego to powieść utrzymana w konwencji mrocznego surrealizmu, której głównym bohaterem jest młody, niestabilny emocjonalnie mężczyzna, zafascynowany kobietą przypominającą demoniczne heroiny Stanisława Ignacego Witkiewicza. Fascynacja twórczością Witkacego ujawnia się zresztą w całej powieści. Świadczy o tym atmosfera tajemniczego domu, do którego trafia młody mężczyzna za sprawą swej femme fatale. Bywalcy tego domu oddają się enigmatycznym praktykom, budzącym trwogę, a wrażenie to wzmacnia obecność owadookiego indywiduum.

Zamawiajcie tu: Jakubowski Paweł – Ty – Wydawnictwo FORMA
Polecam gorąco, wspierajcie młodych, ambitnych, próbujących swych sił na trudnym polu prozy, zwłaszcza, że cena nie zabija, a lektura zapewni odskocznię od empikowych standardów. Przykład Pawła pokazuje, że w młodym wieku można wydać coś ambitnego, wykraczającego poza fantasy-zawalipółki.

nr 110. Kosmos

| July 16th, 2010

Wiadomości nie oglądam. Radia słucham okazyjnie. Gazet kijem nie trącam. Żyję w jaskini.

Ale to co do mnie dociera, przeraża mnie i pewnym chwytem ściska za gardło.

Spór o krzyż. W jakim kraju my żyjemy? Jeszcze głowy dobrze nie ostygły bo tragedii narodowej, pamiętam nadzieje na zjednoczenie w jej obliczu. A tu spór o krzyż. Co to jest krzyż?

-A nad stołem prezydialnym niech powieszą krzyż. – Dwa krzyże! śpiewał Kazik i jeszcze to bawiło. Dziś już tylko zgroza, to już jest po prostu zgroza.

Ale, żeby uchronić się od zagłady, bo zbyt politycznie się robi na followyourladder (co tylko utwierdza mnie w mej idei – nie ma już leaderów, we can only follow our ladders), uciekamy z tego kosmosu abstrakcji, żenady i chaosu w inny kosmos, a raczej Kosmos.

Mojego imiennika Gombrowicza przerabia się w liceum za pośrednictwem Ferdydurke. O ile tajemnicą zostaje przede mną ta powieść (bo czymże są skromne analizy w te kilka czterdziestopięciominutowych spotkań, wobec ogromu nieprzejrzystości tej powieści), o tyle zachęciła mnie do sięgnięcia po kolejne twory Witolda. I tak w me ręce wpadł Kosmos.

Nie podobna zagłębiać się w wielorakość znaczeń tej sponiewieranej przez autora garści zdań mielonych w kółko i w kółko, by z tej pasty uczynić dzieło niebanalne. Niechże wolno mi będzie powiedzieć chociażby, że Berg sam, nie wspominając o bembergowaniu bembergiem w berg, będzie trapił mnie do końca mych dni.

Ale zacząłem się zastanawiać, po lekturze, nad dwoma sprawami. Jakże chytrze Gombrowicz pisze swoją powieść! Zdać by się mogło chaos totalny. Ale powoli, pajęczymi ruchami, tkana jest ze słów misterna siatka. Czytelnik w nią wpada i dopiero gdy zakorzeni się w niej porządnie, gdy zostanie jednym z puzzelków w tym ogromnym obrazie, orientuje się, że dał się wciągnąć w kosmos. W próbę jego uporządkowania.

I co dalej? Nagle cały kosmos się rozpada na kawałki. Zaczyna się szaleńczy bieg, bez tchu, bez przecinków, bez ładu, by na samym końcu przyspieszyć do drugiej kosmicznej, oderwać się od Ziemi i zniknąć z błyskiem gdzieś hen! wysoko.

Takiej wypracowanej konstrukcji, świadomej gry chaosem i powolnej ewolucji, nie uświadczymy już w dzisiejszych książkach.

Drugą sprawą jest istota kosmosu. Czy jest on symbolem porządku czy chaosu? Nie ma nic bardziej uporządkowanego niż kosmos – są galaktyki, w galaktykach mniejsze zbiory ciał niebieskich, konstelacje, gwiazdy, w koło gwiazd planety, na planetach pierwiastki, niby maleńkie kosmosy, pełne gwiazd-jąder i planet-elektronów, a podobno nawet jeszcze drobniej podzielone, kto wie, może bez końca. Ale jakby się człowiek nie zastanawiał, jakby nie próbował tego ogarnąć, zawsze mu się ten kosmos z rąk wysypie i rozleje po stole.

Zabrałem was w małą podróż po kosmosie, z wielką prędkością. Przeszliśmy od (tfu!) polityki, przez Gombrowicza, aż do myśli zagubionego w przestrzeni człowieka. Zróbmy w tym wszystkim jakiś porządek. Słuchajmy mniej polityków, czytajmy więcej Gombrowicza i cały czas wspinajmy się po naszych drabinach.

Bo tylko to nam zostało.

109. Porażka demokracji?

| July 5th, 2010

O ile cieszę się z wyniku wyborów, a raczej z tego, kto je wygrał ostatecznie, bo wynik w moim odczuciu mógłby być inny; o tyle zastanawia mnie cała ta nasza demokracja.

Każdy ma prawo zagłosować na swojego kandydata, swojego, czyli takiego, którego program najbardziej mu odpowiada. Ale, patrząc na większość wyborów, jakie miałem okazję obserwować, tylko dwójka z nich wchodzi w jakąkolwiek grę. Reszta szuka rozgłosu i poparcia. Więc cóż mam robić? Dać głos na swojego asa, by ten potem skończył ze śmiesznym wynikiem? No przecież, że nie. Wychodzi na to, że najlepiej nie głosować na swojego, a uniemożliwić zwycięstwo nemesis naszego ulubieńca. Ponownie, żeby miało to sens, poszukiwanie tego nemesis ograniczyć należy do dwóch czarnych koni tego wyścigu.

Więc?

Więc głosujemy na nemesis nemesis naszego wybrańca, czyli gościa, który jest w opozycji do gościa, który jest w opozycji do naszego gościa.

Hola hola? O co tu w końcu chodzi? Czy to zawsze musi się kręcić w koło mniejszego zła?

Do tego w gazetach pojawiają się artykuły pod tytułem dlaczego Polacy kłamią w sondażach.

Jak żyć, jak żyć?

Teraz już chyba rozumiem, dlaczego Winston Churchill powiedział raz:

Demokracja to najgorsze co może być, ale nic lepszego jeszcze nie wymyślono.

I niech to będzie puenta na dziś dzień.

Dziś garść komiksowego stuffu, bo komiksy są AB&G i nikt nie powie, że nie

Ostatnio dzień dziecka był – w księgarni przecenili wszystkie komiksy na 3zł. Obkupiłem się, że hoho! Więc spodziewajcie się w najbliższym czasie recenzji kolejnej włoskiej serii – Nathana Never i rewelacyjnego Slaine’a. Do tego jestem o jeden krok bliżej skompletowania 100 naboi, ale przede mną jeszcze cały maraton, jeśli o to chodzi.

Pamiętacie Marvel Zombie? To było jeszcze zabawne, ale to jest już chore, niszczą moje dzieciństwo. Jednak odebrać im nie mogę, że pomysł nie z tej Ziemi:

Do tego pojedynek Batmana i… rekina.

A na koniec absolutny hit – lekcja dobrego wychowania, wraz z przykładami, czego NIE ROBIĆ. Prezentują Kapitan Ameryka i Deadpool. Enjoy.

Najbardziej podoba mi się lekcja o wegetarianach. A wam?

nr 107. Back to back

| July 3rd, 2010

Powróciłem z krainy umarłych.
Sesja miała srogie rogi, bodła mnie nieprzejednanie, jednak mą wytrwałością bestię za rogi chwyciłem i ciężką pracą zmusiłem do kapitulacji! Jestem już jedną nogą w wakacjach.
Z tej paki dziś prezentacja perspektyw mojego centrum handlowego. Zrobione w googlowskim SketchUpie. Enjoy. Jak zwykle – click to enlarge.

This thing is off the hook!

Patrz nieprzerwanie na czarną kropkę.

Za pierwszym razem nie zajarzyłem o co chodzi. Gdy obrazek zrobi się kolorowy polecam kilka razy zdjąć wzrok z kropki i przerzucić na nią ponownie. Awesome!

Nie zdziwcie się, jeśli spadnie częstotliwość pojawiania się wpisów na blogu. Sesja, niczym śnieg drogowców, jak zwykle zaskoczyła studentów.